Zaznacz stronę

Mimo tych prawie 30 lat na karku wciąż uwielbiam filmy animowane. Oczywiście bycie mamą sprawia, że cały czas jestem na bieżąco z kinowymi hitami. O ile większość bajek pokazuje walkę dobra ze złem, potrzebę podążania za swoimi marzeniami, itp., o tyle w produkcji, o której chciałam napisać, został poruszony bardzo wyjątkowy temat: emocje.

W głowie się nie mieści, bo właśnie o tym filmie mowa, to produkcja wytwórni Pixar (nie będę ukrywać, że jestem ich wielką fanką). Światowa premiera odbyła się 19 czerwca 2015 roku, a w Polsce 1 lipca 2015 roku.

Przygotowując ten wpis, miałam okazję obejrzeć W głowie się nie mieści dla odświeżenia.
Film opowiada o 11-letniej dziewczynce o imieniu Riley, która wraz z rodzicami przeprowadza się do innego miasta. Jak można się domyślić, nie jest to łatwa sytuacja dla dorastającego dziecka. W filmie ukazane jest w jaki sposób dziewczynką kierują emocje: Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek.

Myślę, że największym osiągnięciem twórców filmu było skłonienie młodych i starszych widzów do spojrzenia w głąb siebie. Film ma wiele wspólnego z naturą naszych emocji – co nie jest zbiegiem okoliczności, ponieważ do jego stworzenia zostali zaangażowani również psycholodzy, dzięki którym podstawowe przesłanie filmu dotyczące emocji jest zgodne z badaniami naukowymi.

Czy tak naprawdę W głowie się nie mieści jest filmem wartym obejrzenia? Zdecydowanie tak. I nie tylko przez dzieci, ale przez całe rodziny.
A czego można się z niego dowiedzieć?

Szczęście to nie tylko Radość

Jak już wspomniałam, akcja filmu skupia się na Riley i pięciu emocjach w jej głowie: Radości, Strachu, Gniewie, Odrazie i Smutku.
W pierwszej części filmu bardzo wyraźnie zaznaczona jest dominacja Radości nad resztą emocji. Ma się wręcz nieodparte wrażenie, że to ona jest tu szefem, a reszta jest tłumiona. Radość nadzoruje (bardzo skrupulatnie), aby Riley była nieustannie wesoła i zadowolona. Widać to głównie w scenach pokazujących wczesne dzieciństwo dziewczynki. I czy właśnie tak nie jest? Małe dzieci w swoim życiu odczuwają (przynajmniej powinny!) przede wszystkim radość i zafascynowanie światem.

Ale… uważny widz, w którymś momencie może się zorientować, że zarówno w oryginalnej wersji językowej, jak i w polskim tłumaczeniu Radość (Joy) pomimo całej masy pozytywnej energii, nie została nazwana Szczęściem (Happiness). Dlaczego?

Ostatnie badania wykazały, że ludzie, którzy doświadczają bogatej gamy zarówno pozytywnych, jak i negatywnych emocji, mają lepsze zdrowie psychiczne. Autorzy tego badania sugerują, że percepcja różnych specyficznych emocji może dać osobie bardziej szczegółowe informacje o konkretnej sytuacji, skutkując lepszymi wyborami behawioralnymi – i potencjalnie większym szczęściem.

W decydującym momencie filmu, Riley pozwala sobie odczuwać smutek, oprócz lęku i gniewu. Dzięki temu poznaje, jak to jest być w zgodzie ze sobą. Ostatecznie wychodzi na to, że radość jest tylko jednym z elementów szczęścia, a szczęście można pokolorować innymi emocjami, nawet smutkiem.

Próby bycia szczęśliwym “na siłę”

Chyba nie raz i nawet nie dwa miałam okazję widzieć w internecie hasła typu: “będę szczęśliwy/a, choćbym miał/a sobie to szczęście namalować”, “i tak będę szczęśliwa”, itp.
Czy serio w dzisiejszym świecie nie możemy pozwolić sobie na smutek, gniew, słabszy dzień? Czy jest to jakiś przejaw słabości? Czy tłumienie emocji, zagłuszanie siebie jest wskazane?

W jednej ze scen mama Riley nazywa ją “szczęśliwą dziewczynką rodziców”, podczas gdy z fabuły widzowie wiedzą, że jej ojciec ma problemy w pracy, rodzina jest zestresowana całą przeprowadzką. W ten sposób Riley zaczyna czuć, że ma obowiązek być szczęśliwą i naprawdę się stara. Niestety próba zmuszenia się do szczęścia nie pomaga radzić sobie z napięciami i przejściami w jej życiu. W rzeczywistości strategia nie tylko nie przynosi jej szczęścia, ale wydaje się również, że czuje się odizolowana i zła na swoich rodziców, co wpływa na jej decyzję ucieczki z domu.

Badania sugerują, że uczynienie szczęścia wyraźnym celem w życiu może w rzeczywistości uczynić nas nieszczęśliwym. Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że im bardziej człowiek dąży do szczęścia, tym większa szansa, że ​​postawi sobie wysokie standardy szczęścia i poczuje zawód, gdy okaże się, że nie jest w stanie spełnić tych standardów.

Smutek jest potrzebny

W filmie wyraźnie ukazane są głównie dwie emocje- Radość i Smutek.
Na początku filmu Radość wprost przyznaje, że nie rozumie, do czego służy Smutek i dlaczego w ogóle jest w głowie Riley. Podejrzewam, że nie jest sama. W pewnym momencie wielu z nas zapewne zastanawiało się, jaką rolę odgrywa smutek w naszym życiu.

W głowie się nie mieści pokazuje, jak trudne emocje, takie jak smutek, strach i gniew, mogą być bardzo niewygodne i nieprzyjemne- dlatego wiele osób stara się ich unikać. Ale w filmie, tak jak w prawdziwym życiu, wszystkie te emocje służą ważnemu celowi, zapewniają wgląd w nasze wewnętrzne i zewnętrzne środowisko w sposób, który może pomóc nam połączyć się z innymi, uniknąć niebezpieczeństwa lub dojść do siebie po stracie.

W jednym z kluczowych momentów Radość spogląda wstecz na jedno z „podstawowych wspomnień” Riley i zdaje sobie sprawę, że Smutek, który dziewczynka odczuła później, wywołał współczucie rodziców i przyjaciół, co sprawiło, że poczuła się bliżej nich.

W odniesieniu do smutku jestem zmuszona jednak dodać jedną istotną rzecz.
Smutek nie jest tym samym, co depresja – zaburzenie nastroju, które wiąże się z długotrwałymi i intensywnymi okresami smutku. Dorośli muszą stworzyć bezpieczne i pełne zaufania środowisko dla dzieci, aby miały poczucie bezpieczeństwa, prosząc o pomoc, gdy czują smutek lub przygnębienie.

Tłumienie emocji

W pewnym momencie Radość próbuje powstrzymać Smutek od wpływu na psychikę Riley, rysując kredą „krąg Smutku” i prosząc Smutek, aby w nim pozostał. Można to trochę odebrać jako tłumienie emocji.

Pod koniec filmu Radość zamiast unikać lub zaprzeczać Smutkowi, akceptuje go za to, kim jest, zdając sobie sprawę, że jest ważną częścią emocjonalnego życia Riley.

Bajka nie jest dla dzieci w każdym wieku. Zdecydowanie dla młodszych dzieci będzie mogła być nawet trochę niezrozumiała. Mój syn obejrzał ją raz, stwierdził, że mu się nie podoba. Kolejne podejście pewnie zrobimy za jakiś dłuższy okres czasu.
Na pewno jest to film, który warto, aby zobaczyli rodzice.
A może widzieliście? Jak Wasze wrażenia?

%d bloggers like this: